Obserwuj mnie na...

Srebrne cienie - Richelle Mead



By  Ruczek     23:09  

Sydney trafiła do ośrodka reedukacji, z którego nie wyjdzie, dopóki nie przyzna, że zakochanie się w moroju było największą zbrodnią przeciwko ludzkości, jaką mogła popełnić. Jej proces nawracania na właściwą, według alchemików, drogę nie jest przyjemny ani bezbolesny. Odizolowana od świata traci nie tylko poczucie czasu ale i zdrowe zmysły. Kiedy w końcu decyduje się na chęć współpracy nie przypuszcza, że najgorsza część całego procesu jeszcze nie minęła. Adrian z kolei dzień w dzień, poprzez sny wywołane magią ducha, stara się odnaleźć ukochaną, jednocześnie nadal bierze udział w misji ochrony Jill, choć najchętniej wywróciłby cały świat do góry nogami, aby znaleźć Sydney. Życie w takim rozdarciu nie ma na niego dobrego wpływu, przez co wraca on do starego nawyku szukania ulgi w alkoholu. Kiedy jednak zyskuje możliwość skończenia swojego udziału w misji, zamiast w pełni poświęcić się poszukiwaniom ośrodka reedukacji alchemików, zrażony kolejnymi porażkami, zaczyna bywać na prawie wszystkich imprezach w okolicy. Czy uda mu się ponownie wziąć w garść i odnaleźć ukochaną? Czy Sydney przetrwa tortury alchemików nie tracąc przy tym zmysłów? Jak potoczą się ich losy oraz czy będą mieli dane znaleźć szczęście w miłości?

"Mój umysł przestał myśleć. Stałam się wyłącznie bólem."*

Główna para bohaterów nieźle namieszała w świecie morojów i alchemików, dążąc do urealnienia wizji wspólnej przyszłości. Wiele się działo w tej książce, wiele bitew zostało stoczonych, nie tylko w formie fizycznej, jednakże nie obyło się również bez ofiar. Zdecydowanie mniej w tej części było Eddiego, Jill i innych z ekipy z Palm Springs, a całość maksymalnie skupia się na Sydney i Adrianie. Pojawiają się także dobrze już znani nam bohaterowie z "Akademii wampirów", w tym Rose i Dymitr, jednak były to tylko krótkie sceny z ich udziałem. Pisarka zdecydowała się przybliżyć czytelnikowi zmagania pary kochanków z konsekwencjami, jaki powoduje ich związek. Nie będą to tylko zmagania z przeciwnościami losu i nieżyczliwymi im osobami, ale także z samym sobą i swoimi słabościami.

Skoro o bohaterach mowa, to muszę wspomnieć, że trochę jest mi szkoda postaci Adriana, która teraz z każdą kolejną częścią "Kronik krwi" staje się zwyczajnym bohaterem z problemami. Owszem, przechodzi on wielką przemianę ku lepszemu, wyzbywając się swoich wcześniejszych złych nawyków, jednak przy okazji zostaje nieco obdarty z tej charyzmy i uroku, jaki zawsze mu towarzyszył w poprzedniej serii, a który spowodował, że postać ta stała się moją ulubioną. Tutaj natomiast trochę brakuje mi starego Adriana Iwaszkowa, choć nie twierdzę, że i "nowy" nie potrafi pozytywnie zaskoczyć. A z kolei sama Sydney zaskakuje coraz bardziej, oczywiście w dobrym znaczeniu tego słowa. Jej przemiana jest chyba najbardziej dostrzegalna, gdzie z cichej, bojącej się nawet prosto spojrzeć na moroja dziewczyny, staje się osobą pewną siebie, gotową stanąć do walki o to, w co wierzy, nawet przeciwko swoich ludziom, czy rodzinie. 

"- Co ty masz z tymi dziewczynami, skarbie? Dlaczego zawsze przeżywasz dramat? Powinieneś to lżej traktować.
- Nie robię niczego połowicznie, mamo. Szczególnie w miłości."**

W tej części autorka poczęstowała nas dużą dawką emocji, odkryła przed nami stronę alchemików, jakiej jeszcze nie znaliśmy oraz, przede wszystkim, dostarczyła dobrej rozrywki i ciekawej akcji. Pozycję tę czyta się niezwykle szybko, z przyjemnością i ciekawością przewracając kolejne strony. Pisarka nadal potrafi zaskoczyć, a wydarzenia z ostatnich stron mogą przejść najśmielsze oczekiwania względem rozwoju sytuacji. Choć pojawiające się kolejne komplikacje nie są żadnym zaskoczeniem, to jednak to, w jaki sposób się one objawiają bądź co je wywołuje potrafi już wprawić w zdumienie. Oby autorka w ostatnim tomie serii nadal potrafiła budzić takie emocje, jak dotychczas.

Podsumowując: "Srebrne cienie" mogę polecić wiernym czytelnikom Richelle Mead oraz "Kronik krwi". Z pewnością warto przekonać się dokąd wszystko to zaprowadzi naszych bohaterów, a także, czy ich uczucie zmieni coś w świecie pełnym uprzedzeń, błędnych przekonań i zasad, których złamanie jest surowo karane. Ja z pewnością sięgnę po ostatni tom serii, licząc na pełne emocji zakończenie tak problematycznego romansu. Jednakże nie sam romans wywołuje u mnie chęć poznania kontynuacji, a wiadomości z ostatniej już strony tejże pozycji, które zwiastują niezłe zamieszanie w życiu naszych bohaterów. Bowiem wszystko nie mogło skończyć się tak szybko i przyjemnie, prawda? ;)

"Wszystko, o co walczyłam, każde wyzwanie, każde zwycięstwo... to wszystko straciłoby sens bez niego. Nie miałbym nawet odwagi stać się na powrót osobą, którą byłam. Nie wiedziałabym już, czym są prawdziwe życie i miłość. Centrum permanebit. On był moim środkiem."***

Kroniki krwi | Złota lilia | Magia indygo | Serce w płomieniach | Srebrne cienie | The Ruby Circle

__________
Tytuł: Srebrne cienie
Autor: Richelle Mead
Tytuł oryginału: The Silver Shadows
Seria: Kroniki krwi tom #5
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 368
Data wydania: wrzesień 2015
Książka na stronie wydawnictwa: KLIK.
__________
Pozdrawiam,
Ruczek.
___
* Richelle Mead Srebrne cienie, Nasza Księgarnia, Warszawa 2015, s. 234
** Tamże, s. 55
*** Tamże, s. 340

4 komentarze:

  1. Muszę wreszcie zabrać się za tę serię, tym bardziej, że miło wspominam przygodę z Akademią wampirów

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie! Moim zdaniem ta seria jest równie dobra co AW. :)

      Usuń
  2. Czeka na półce... i przyznaję, że ten fakt wywołuje na mojej twarzy uśmiech :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko nie każ jej czekać zbyt długo... ;D

      Usuń

Zachęcam do zostawienia po sobie komentarza i wyrażenia własnej opinii na dany temat! :)